Na Obelisku powstało Konto na Kajmanach

 

Rozrasta się siatka podzamczańskich dróg. W sierpniu pisaliśmy o sukcesie Roberta Guzika (krótko potem również Mirka Wódki) naPodarunku dla Pawła VI.4+ na Wielkim Murze (Góra Birów), tymczasem kolejna propozycja pojawiła się na północno-wschodniej ścianie skały Obelisk na Podzamczu.

 

Na początku września Kamil Szczygieł i Grzegorz Gawlaspoprowadzili tam stary projekt Roberta Nejmana, obity przez Darka Piętaka (Darek wspominał o projekcie tutaj). Powstało Konto na Kajmanach VI.3 (6R+ST), oferujące ciągowe wspinanie w płycie, po dobrych chwytach.

 


Próby na drodze (fot. arch. G. Gawlas)

 

Na zachętę krótki komentarz Kamila:

 

(…) Same dobre chwyty, ładne, dalekie ruchy – nie ma żadnego ciągnięcia z gniotów czy stania na niczym, więc aż dziw, że tak ładna połać ściany czekała tyle lat na poprowadzenie. Generalnie na drodze znajdują się 3 trudniejsze miejsca, przy czym najtrudniejsze jest już na samym dole. 

Na drodze występuje oczywisty, naturalny i narzucający się ogranicznik, polegający na tym, że nie należy przechodzić „za kant”, ale chwyty i stopnie na kancie oczywiście grają. Ogranicznik jest o tyle „oczywisty”, że przejście za kant  skutkuje niemożliwością wpięcia się do ringów, więc nie polecam.

 

Przygotowanie dróg zostało sfinansowane ze środków Związku Gmin Jurajskich i PZA.

Dorota Dubicka

(tekst zamieszczony dzięki uprzejmości autorki newsa)


Nigdy nie byłem kujonem

Odniosę się zaledwie do ortodoksyjnego nurtu kucia, bez wdawania się w niuanse pewnych odkształceń terenu, powstających w wyniku mniej lub bardziej zaawansowanych technik czyszczenia.

No cóż, chciałoby się napisać coś mądrego, jednak nie jestem pewien, czy „ja” to dobry adresat pytań sformułowanych przez redakcję portalu wspinanie.pl. Mam okoliczność nie wiedzieć, jak to jest z tym kuciem dróg wspinaczkowych („o ile to nadal drogi ?”) z autopsji, bo nigdy nie byłem kujonem, zatem udało mi się nie ulec wzmiankowanej słabości w walce z własnymi ambicjami, kompleksami czy też niedoskonałościami, bo kto z nas ich nie ma? Mogę jedynie wyrazić swoje zdanie, które ma silnie pejoratywne zabarwienie.

Z ostatnich 35 lat swojego wspinania okraszonego nieco eksploracją mogę wyciągnąć jeden, jedyny wniosek w tej materii: Nie ma potrzeby kucia ani też sztucznej preparacji dróg wspinaczkowych. Brzmi konserwatywnie? Zapewniam, że pozornie.

W praktyce każdy eksplorator spotyka się z pokusą poprawkową i zaniechanie jej nie należy do najłatwiejszej części tej roboty. Jednak satysfakcja ze znalezienia lepszego, naturalnego rozwiązania jest nie do przecenienia. Kucie to moim zdaniem poddanie projektu walkowerem. Sztuczki preparacyjne jakoś nie wzruszają, nie są więc sztuką prowadzenia dróg ani ich technicznego pokonywania. Jeśli zaś nie, to są to tylko ćwiczenia gimnastyczne, w dodatku na przyrządach o niskiej proweniencji. Nie zasługują zatem na czasem wybujałą estymę, którą część z nich się cieszy, choć wszystko jest przecież dla ludzi.


Brytan nr 8/1993

Kucie czy nie, jako droga do celu: Oczywiście jest to swego rodzaju sztuka wyboru, tolerancji, wyobraźni i chyba przede wszystkim pokory, choć przyznam, że jest bardzo łatwo ulec pokusie „poprawiania przyrody”, szczególnie w czasie prac eksploracyjnych – wstępnych. Kwestia etyki w dzisiejszych czasach wydaje się być odsunięta na drugi, niejako równoległy tor. Osobiście nie znajduję w kuciu czy też nie kuciu kwestii etycznych lecz dogmatyczne. To raczej kwestia wiary w przejście niemożliwego i niewiary, że Bóg wybrał mnie do otwarcia tej właśnie linii. W praktyce ekipersko-eksploracyjnej często oddaję swoje linie kolegom, szczególnie gdy stwierdzę, że dana linia przerasta mnie technicznie. Oczywiście pewnie można by ją podrasować, ale po co? Samo prowadzenie wytyczonych przeze mnie projektów przez kolegów sprawia mi dużo więcej przyjemności niż moje osobiste otwarcia… no i flasha potem można zaliczyć :)

Na pierwszeństwie stricte nigdy mi nie zależało, bowiem wspinaczka jako dziedzina sztuki ma dla mnie wymiar niezwykle twórczy w sensie towarzyskim. Samo poprawianie wydaje się nieść w sobie aspekt twórczy, choć nieco ułomny, mimo wszystko jednak zdecydowanie przynależny sztucznym obiektom wspinaczkowym (np. panel). Skała to dla mnie czysta klasyka, a więc wymóg zachowania właściwej formy, która powinna stanowić swego rodzaju credo - regułę zakonną. Treść zwykle dopisują kolejne przejścia danej drogi. Bez zasad nie ma dobrej zabawy, zaś sama forma oceny jest niejasna i byle jaka.

Świadomą preparację dróg wspinaczkowych jestem skłonny uznać za rodzaj psychopatologii wymagającej terapii (najlepiej w ośrodkach ‚Climbar’ tworzonych na podobieństwo Monaru) i to przy założeniu, że niektóre drogi przygotowane w ten sposób do końca lat 80. stały się jednak zdecydowanym stymulatorem do podniesienia poziomu wspinania, będąc sztucznym środkiem stymulującym do przełamywania barier psychicznych przecież przede wszystkim. 

Nie mam nic do dróg już wykutych. Nie ja je kułem, ale i nikt mnie nie pytał, czy to będzie fair. Nie moja to więc ideologia i nie potrafię znaleźć dla niej miejsca w swoim arkuszu ocen, bowiem pierwsze pytanie, jakie przychodzi mi do głowy to: Kim jestem, by to oceniać? Co innego z akceptacją. Tej we mnie nie ma.

Przyjmuję do wiadomości, że takie drogi istnieją w przyrodzie i tego istnienia nie neguję. Optuję jednak za tym, by nowe drogi tego rodzaju nie powstawały (przy zachowaniu tych istniejących), co może stanowić kontrapunkt dla truizmu „po nas już tylko pył”, ale i „teraz Q My”. Drogi preparowane powinny pozostać zarówno w ujęciu praktycznym jak i w świadomości, jako archetyp przeszłości. Nic nie należy z nimi robić. Jestem zdecydowanie przeciwko ich likwidacji, a także ignorowaniu ich w wykazach przejść – myślę, że sama ikonka „młoteczka” w opisach przewodnikowych załatwia sprawę informacyjnie i jakościowo, bez zbędnych komentarzy.

Wspinałem się po wielu drogach kutych (do znacznej części tych „słynnych”, co najmniej się wstawiałem :) , preparowanych lub posądzanych o ten proceder w czasie ich powstawania, a także po wielu o wysokim stopniu erozji naturalnej (czyszczenie, obrywy, hakodziury, kołkowanie, doczyszczanie, zaklejanie) i powiem jedno – często bardzo trudno odróżnić jedne od drugich. Przy czym wielu z tych kutych trudno obiektywnie odmówić urody (poza zaklejanymi – to zbrodnia i ohyda!). Co nie ma nic do rzeczy, wszak niektóre sztuczne piersi są całkiem apetyczne mimo, że silikonowe z założenia.

Wnioskując z praktyki własnej co do potencjału eksploracyjnego twierdzę, że w naszych skałach nadal jest on ogromny. Wystarczy chcieć, by móc (go znaleźć), nie trzeba wcale kuć. Kujonizm to według mnie pójście na łatwiznę, a przecież nie umawialiśmy się, że będzie łatwo. Bo i nie o to chodzi. Nie znajduję żadnych argumentów ani sytuacji, w których kucie miałoby sens lub było uzasadnione.

Podklejanie i doklejanie naturalnych fragmentów rzeźby, które uległy degradacji uważam za dopuszczalne, a w wielu przypadkach uzasadnione z punktu widzenia zachowania danej drogi oraz utrzymania jej walorów wspinaczkowych. Kwestia wydaje się być dość delikataną i tę pozostawiłbym decyzji ekipera lub kustosza opiekującego się danym rejonem, co nie wyklucza konsultacji ze społeczeństwem wspinaczkowym.

Co do sztucznego ograniczania dróg, czyli tzw. ograniczników – nie uznaję żadnych (!) z bardzo elastycznym podejściem do rys lub formacji wybitnych na drogach sąsiednich, które czasem jestem w stanie uznać wyjątkowo za tzw. ogranicznik naturalny. Malowanie ograniczników i zaklejanie naturalnej rzeźby skalnej uważam za patologię ruchu wspinaczkowego zasługującą na ściganie i ostracyzm.

W tekście celowo powstrzymałem się od konkretnych przykładów i odniesienia do poszczególnych dróg. Wierzcie mi proszę – nie było mi łatwo :)

Być może stoi przed nami jako środowiskiem (o ile coś takiego nadal istnieje) złożonym z kilku wspinających się jeszcze pokoleń, szansa na zdefiniowanie pojęć dotyczących ingerencji i jej dopuszczalności, wspinaczy w naturalną (zastaną) rzeźbę obiektów przyrodniczych wykorzystywanych w ruchu wspinaczkowym. W konsekwencji mógłby powstać dokument werbalizujący reguły prowadzenia i wytyczania dróg wspinaczkowych w przyszłości. Podmiotem, który mógłby wziąć na siebie ciężar kwerendy i formułowania owych definicji ‚ustawowych’ wydają się być np. IŚW Nasze Skały, jako potencjalny dysponent cieszący się ponad podziałowym zaufaniem szeroko pojętego ruchu wspinaczkowego i eksploracyjnego, a mający spore doświadczenie w wielorakich porozumieniach.

Kolegów mających inne zdanie na ww. temat gorąco zachęcam do własnej prezentacji, bez konieczności personalnego odniesienia się do mojej. 

Podzamczańskie allegro, ma non troppo

 Trudno o kompleksową informację o wydarzeniach z Podzamcza, bowiem sezon w pełni i ciągle coś nowego elektryzuje miłośników oraz bywalców tej grupy skalnej. Nie będzie też informacji o wizytówce rejonu, bowiem czas pod Cimami się trochę zatrzymał, a raczej zamroził tę arenę jako poligon miłośników pogromu dziurek i fuckerów. Pozycja tego ogródka jest znana i ugruntowana, grono fanów bawi tam w każdy weekend i tak trzymać.

Ostatnia, skrajnie prawa propozycja Małej Cimy, pozostaje prawdopodobnie jeszcze niepoprowadzona. Na newsy przyjdzie nam więc jeszcze poczekać (choć nie aż tak długo – jak donosi autor projektu Robert Guzik, otwarcie planowane jest do końca lipca). Poza tym, standardowo. Permanentna wędka naSpleenie, ktoś zgubi buty, inny posieje ekspresy, a ktoś tam obrabia w nieskończoność Wulkany z obciążeniem.

 

Może zatem kilka informacji nieuczesanych jeszcze całkiem, ale za to dość aktualnych. Niewiele będzie o ekstremach, za to więcej o fitness climbing, ale można i to polubić.

 


Nu Pagadi – z wiertarą pod Diakonem (fot. Marysia Piętak)

 

***

 

Z ekstremów, raz jeszcze wypada wspomnieć o przejściu Arachnofobii na Okręcie przez Michała Jagielskiego, które wydaje się być perełką trwającego sezonu, nie tylko na miarę Podzamcza, ale być może ma wymiar ponad regionalny w aspekcie polskich ogródków skalnych. Tym bardziej, że skała odległa, nie tak często odwiedzana, a droga mityczna sensu stricte.

 


Michał na „Arachnofobii” VI.8 (fot. Maciek „Lesser” Gajewski)

 

Z nowych dróg i realizacji autorskich o mniej mitologicznym, a za to bardziej ludzkim obliczu na uwagę zasługuje ubiegłoroczne rozwiązanie Roberta Guzika pod nazwą Kaszana Tasmana VI.4 (Grzegorz Rettinger, Jura Środkowa, Kraków 2012, poz. 4, str. 42 – uwaga linia biegnie z założenia na lewo od przelotów, idąc na wprost jest dużo trudniej) w Grupie Adepta. Droga rozwiązuje od dawna proszącą się o przejście lewą połać ściany filara z Drogą Płonki (Regina, Michał Czubak, Podzamcze, Przewodnik wspinaczkowy, Zawiercie 2009, poz. 6, str. 45). Krótkie, ale lite i treściwe.

 

Tegoroczne nowości Roberta to dwie drogi na Soczewce, lewy i prawy filar na wschodniej ścianie.Opowieści niemoralnej treści VI.4+ to ładna, logiczna linia, lewym filarem (Jura Środkowa, poz. 1, str. 52), rozwiązująca otwarty problem Darka Darkmana Piętaka i Marcina Kolarza Kanteckiego (Paweł Haciski, Jura 3, Warszawa 2010, poz. 1, str. 40) sprzed kilku lat, do którego ukończenia zabrakło woli i czasu. Druga droga (dawniej po części stara hakówka taterników śląskich) rozwiązuje prawą połać i filar wschodniej ściany. Totalna rozpusta VI.5 (Jura Środkowa, poz. 3, str. 52) zawiera krótki i hardy bald. Gratulacje dla Roberta za przysposobienie dwóch interesujących dróg na ścianie, która do tej pory oferowała jedynie jedną drogę Darka Sokołowskiego - Dezintegracja formy VI.6+ (Jura Środkowa, poz. 2, str. 52).

 


Soczewka – Robert na końcówce jednego z projektów (fot. Michał Jagielski)

 

Robert nie spoczął na laurach i rozpoczął prace nad prowadzeniem projektu Podarunek dla Pawła, na Wielkim Murze, na ścianie pn.- zach., w kompleksie Góry Birów, (Jura Środkowa, poz. 6, str. 31; Jura 3, poz. 11, str. 21) przygotowanego i ubezpieczonego w 2011 roku (projekt jako Aukcja dla Pawła, dedykowany Pawłowi Wyrwie powstał w wyniku akcji charytatywnej prowadzonej przez przyjaciół i znajomych Pawła), z którym do tej pory mierzył się Marek Karnecki, prognozując wycenę trudności na około VI.5.

 

Dla przypomnienia jedynie (a warto) zasady, które powstały w wyniku konsultacji środowiskowych dotyczących tej potencjalnej drogi:

 

  1. Intencją pomysłodawcy i ekipera drogi było poprowadzenie linii godnej adresata dedykacji, niedopuszczalne są zatem jakiekolwiek zmiany w jej rzeźbie lub przebiegu, jak i asekuracji (prace ekiperskie wykonano ze środków prywatnych, a całość przekazano w ręce dysponenta wymienionego niżej).
  2. Projekt ma charakter honorowy i jest bezterminowy w sensie rezerwacji (oznacza to brak możliwości przekształcenia go w projekt otwarty).
  3. Dysponentem projektu jest Marek Birbag Karnecki i z nim należy ustalać szczegóły dotyczące pracy i jej terminów nad projektem.
  4. Okresy próbne zmierzające do prowadzenia drogi są jednoroczne, liczone od czerwca roku bieżącego do czerwca roku następnego.
  5. O planowanym, ostatecznym prowadzeniu drogi należy poinformować Maćka LesseraGajewskiego, tak by możliwe było wykonanie dokumentacji fotograficznej przejścia (mile widziane również powiadomienie kustoszy rejonu).
  6. Informację o otwarciu linii należy opublikować w dwóch co najmniej portalach wspinaczkowych climb.pl i wspinanie.pl, powiadamiając wcześniej kustoszy rejonu (Darkman, Duży).
  7. Ostateczna nazwa drogi musi zawierać element jednoznacznie kojarzący się z adresatem dedykacji, Pawłem Wyrwą.

 

Wracając do Roberta, z przyjemnością przekazuję również informację o rezerwacji kilku projektów na Górze Birów i Prawym Podzamczu. Będzie się zatem działo i o to chodzi. Co do rezerwacji to z satysfakcją odnotowujemy też prośby rezerwacyjne i ekiperskie Roberta Guzika – 5 projektów, Michała Jagielskiego (cyfra nie klęka) – 2 projekty, Grzegorza Rettingera (wiadomo – uroda linii i gwarancja nie/łamanej wyceny -:) – 3 projekty, Michała Czubaka (wielki powrót mocy) – 4 projekty i niżej podpisanego (takie tam małe formy gerontologiczne) – 5 projektów.

 

Ostatnie nowości z minionego weekendu to trzy nowe realizacje na Wielkim Murze: Zenek Blues VI(Jura Środkowa, poz. 8, str. 31; Jura 3, poz. 21, str. 12) – stara, lajtowa, ale urodziwa dedykacja również dla Pawła, Kataryniarz VI (Jura Środkowa, poz. 8a, str. 31) oraz Ogiery i Eunuchy VI.1+(Jura Środkowa, poz. 7, str. 31) – autorstwo Darek Piętak. Z pozostałych projektów na wzmiankowanej formacji trwają prace nad Łowcą Nazistów (Jura Środkowa, poz. 5, str. 31), domniemane trudności około VI.2+ (autorstwo D. Piętak, M. Czubak) oraz projektem nr 4 i 11 (Jura Środkowa, str. 31) – autorstwo M. Gołąb, D. Piętak.

 


„Zenek Blues” – prowadzi D. Piętak (fot. Michał Czubak)

 

Prace inwentaryzacyjno – ekiperskie kustoszy rejonu przynoszą komplet asekuracji na Deszczowej Turni wraz z trzema nowymi projektami (uwaga – pętelki rezerwacyjne: prace w toku). Michał pracuje nad projektem Kopciuszek około VI.3+, a Darek nad Chimerą około VI.2 lub VI2+ (Kopciuszkiem będzie się można cieszyć lada moment, zaś Chimerę czeka opcja festina lente, bo starszy Pan musi trochę doładować ze względu na wyjątkowo niesprzyjający układ sekwencji w sąsiedztwie 100% Brutalności]. Przy okazji Michał uzupełnił dwa brakujące ringi na Lisku Chytrusku i asekuracja dla pełnej, 16-ringowej linii jest w tej chwili komfortowa i bezpieczna (Podzamcze, Przewodnik wspinaczkowy, poz. 3, str. 31).

 

Na sierpień zaplanowano prace nad kompleksowym oczyszczeniem Szarej Płyty ze starych złogów tablicy Mendelejewa, a pomoc zadeklarowali grotołazi zagłębiowskich klubów.

 


Michał Czubak podczas prac ekiperskich na drodze „Lisek Chytrusek”
(fot. Darkman)

 

Nieco wcześniejsze nowe realizacje na ścianie Okiennika Birowskiego (turnia z Diakonem) to poczynając od lewej: Stratocaster VI.1+ (Jura Środkowa, poz. 1, str. 30), Mesjasz nad Miasteczkiem VI.2 - ogranicznik naturalny od drogi Adoracja Pantofelka (Jura Środkowa, poz. 2-3, str. 30), Starszy Pan Magnezjuje VI.2+ (Jura Środkowa, poz. 3a-4, str. 30 – linia niezależna; Jura 3, poz. 4a, str. 21) – autorstwo D. Piętak.

 

Góra Birów tego lata jest niezwykle popularna, a wykładnię owej niezwykłości mogą stanowić przejścia zdecydowanie rzadko robionych dróg: Sanatorium pod KlepsydrąGandżówkaAle miała1410,Hipnofotofilia, czy Akt w Antycznym Łożu i cóż… tak wymagnezjowanej Ms & Mr Tobołek nie widziano od czasu pierwszego prowadzenia, co  cieszy, bo droga jest wymagająca i czujna. Oczywiście Łzy sołtysa, zajęte są bez względu na pogodę i porę roku, co daje pewne pojęcie o zapotrzebowaniu na drogi, oscylujące wokół stopnia VI-VI+.

 


„Łzy Sołtysa” o dziwo puste (fot. Darkman)

 

Niestety opisywany rejon nie zapewnia ich zbyt wiele, zaś z niższymi trudnościami na drogach ubezpieczonych, o które wiele osób pyta, jest już kiepsko. Na wzmiankę zasługuje z całą pewnością tradycyjne przejście klasyczne Kankana VI.2 na Turni nad Obozem przez Marcina Opozdę, który zapowiada jeszcze inne klasyki rejonu pokonane w tym stylu, będącym kwintesencją wspinania (W podzamczańskich skałach Marcin jest autorem drogi Do serca przytul psa VI, poprowadzonej w stylu klasycznym właśnie, a ulokowanej na Miśku [Niedźwiedziu]).

 

Z ciekawszych doniesień, Szopen i Grzegorz pracują nad kilkunastoletnim już i zaniechanym projektem Roberta Nejmana na wschodniej ścianie Kamienia II (Obelisk). Droga, już oczyszczona, oferuje trudności w granicach VI.3, na około 12-metrowym odcinku wspinania. Czekając na prowadzenie życzymy chłopakom powodzenia! Co do ekipowania sąsiednich turniczek tej samej turni, wydaje się, że warto to głęboko przemyśleć, bowiem drogi o bardzo interesującej rzeźbie byłyby 2-wpinkowe, a ich charakter miałby postać ubezpieczonych boulderów. Może w istocie zostawić te skałki highbolowcom, a nawet wędkarzom?

 

Z innych starych projektów, Kaczor (Podzamcze, Przewodnik wspinaczkowy, poz. 2, str. 49) drogą Wachów z 1973 r. nie doczekał się przejścia klasycznego (próby Mariusz Roco - rezerwacja wygasła) i wraca jako projekt otwarty. Wspinaczka jest dozwolona, a projekt obity.

 

Podzamcze ma już okoliczność gościć w trzech podstawowych (nowożytnych) przewodnikach wspinaczkowych, co konkretnymi krokami zbliża topografię i historię tego rejonu wspinaczkowego do coraz bardziej szczegółowego i eliminującego białe plamy opracowania. Poniżej owe przewodniki i ich autorzy, dzięki wkładowi pracy których mamy i jak chcemy to wiemy, kto z kim i dlaczego. 

 

  • Podzamcze, Przewodnik wspinaczkowy, Regina, Michał Czubak, Zawiercie 2009
  • Jura 3, Paweł Haciski, Warszawa 2010
  • Jura Środkowa, Grzegorz Rettinger, Kraków 2012    

 

O historii i przewodnikach z Podzamczem w tle w innym przygotowywanym opracowaniu.